Powered By Blogger

Zamiast wstępu

"Każdego dnia trzeba posłuchać choćby krótkiej piosenki, przeczytać dobry wiersz, obejrzeć piękny obraz, a także, jeśli to możliwe powiedzieć parę rozsądnych słów." /J.W. Goethe/

Rozważania, wspomnienia, próby literackie
pozbierane z szuflad, dzienniczków, blogów moich....
To, co mnie boli, cieszy, zastanawia, zadziwia, inspiruje. Słowa i dzieła innych, które przyciągnęły moją uwagę.
Ludzie, miejsca, zdarzenia, które
chcę utrwalić, bo na to zasługują


poniedziałek, 19 stycznia 2026

Podpis

Zachwycił mnie ten obraz mało znanego malarza, Edmunda Leightona, żył  na przełomie XIX i XX wieku. Brytyjski artysta tworzył  dzieła o tzw. tematyce historycznej. Oryginalny tytuł obrazu- Wedding Register
Z moich szuflad. Ślubny podpis
Moja suknia jest z lekkiej koronki i jedwabiu, na głowie mam wpięty welon ozdobiony kwiatami. Cała jestem w kwiatach. Mateczka zadbała o mój strój. Miał być skromny, acz wykwintny, miał przyciągać uwagę, ale nie czynić mnie powabną. Wszak to ślub. Ceremonia była opracowana w najdrobniejszych szczegółach. Mój narzeczony od ponad roku czynił starania, by ojciec wyraził zgodę, a przy tem interesował się bardzo naszym pałacem, odwiedzał nas również w zimie w miejskiej rezydencji. Ja najstarsza z rodzeństwa, mój ojciec ma tytuł barona, ale doigrał się i zrobił trochę długów po nieudanym przymierzu w Nowej Ziemi… Ja nie wiem dokładnie, o cóż tam poszło. Ktoś czegoś nie dostarczył, niby miało coś zaginąć podczas rejsu najętego statku. Mateczka niemal ze łzami w oczach błagała mnie,  bym przyjęła oświadczyny tego obcego mi człowieka. Jest starszy ode mnie o ponad dziesięć lat. Mateczka mówi, że to i tak niedużo, że trafiła mi się dobra partia. Siostry trochę się ze mnie podśmiewywały , szczególnie Emily. On jest dużo niższy ode mnie , sięga mi do ramienia, nie potrafi tańczyć, gawędzić wesoło. Jest wciąż nadąsany. Czasem tylko się uśmiecha. Emily mówi, że brak mu kilku zębów. Ja zaś muszę być posłuszna rodzicom. Matka mawiała mi wciąż, jak poczuję się cudownie na swoich włościach, jak dobrze będę zarządzać służbą w swojej rezydencji.  A ja nie chcę tego zamczyska z maleńkimi oknami, tego zimnego lochu, pełnego pustych komnat. 
Będziesz go po swojemu urządzać, pocieszała mnie matka widząc moje strapienie. I jeszcze ten Albert. Zawsze nas odwiedzał, znaliśmy się od lat, nasze rodziny spotykały się często z powodu bliskiego sąsiedztwa. Ale Albert był dla mojego ojca za biedny… 
Już prawie wyznaliśmy sobie miłość, często spotykaliśmy się w zachodniej części naszego ogrodu. Podczas wizyt, na balach wciąż razem tańczyliśmy , byliśmy obok siebie, wciąż tak roześmiani. W wesołym towarzystwie z siostrami odbywały się wieczorki ze śpiewem, ja uwielbiałam jego miękki tenor. Przeszywał mnie dreszcz , bo czułam, że on słowa pieśni kierował wprost do mnie. Wszyscy klaskali zachwyceni. Albert zostawiał mi w umówionym miejscu jakiś liścik, mały bukiecik . I ten pierwszy pocałunek… Byliśmy przekonani, że nasze rody połączą się, a my połączymy się już na zawsze. 
Decyzja ojca była nieodwołalna. Po moich zaręczynach z tym nadętym bufonem, z Albertem widywaliśmy się jedynie w kościele lub podczas spotkań w towarzystwie. Patrzyłam , jak on unika mego wzroku. A ja niemal krzyczałam całą sobą, by zabrał mnie i byśmy uciekli gdzieś daleko. Nic takiego nie zrobił. Złożył pożegnalny ukłon. Ojciec odprowadził go wraz z moim bratem. Płakałam całą noc. A potem tylko te przygotowania. Szykowanie garderoby, sprowadzanie tkanin, ubieranie druhen. W zasadzie nic mnie nie interesowało. Robiłam wszystko , by okazać szacunek rodzicom. Czasem zastanawiałam się, czemu nie zapytali mnie o nic. Czułam się jak ten worek ze zbożem, który kupcy zabierali z naszego spichrza, a ojciec nadzorował pilnie wraz z ekonomem, by nic stracić… 
Tatko może być pewien, że stracił mnie na zawsze. Składam już  podpis , moja ręka lekko drży, czuję woń kwiatów, chyba zaraz zemdleję, z tyłu stoi matka, która czuwa nad wszystkim, zaraz stąd wyjdę.! Mój mąż  podchodzi, ma ufryzowane włosy, peruka robi go wyższym. Ma buty też na podwyższeniu, podaje mi rękę i wychodzimy już jako małżeństwo. Widzę w tłumie gości jego twarz. Albert! Albert! , krzyczę bezgłośnie i uśmiecham się , bo tak przystoi córce barona.
 Katarzyna Woś, styczeń 2025. obraz- domena publiczna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz