Pamięci Józefa Czechowicza
Gdyby matka się nie
uparła
Nie odjęła od ust ostatniej
pajdy chleba
Ty chodziłbyś po Lublinie
jak bezpański pies.
A ona do szkół cię posłała
Kołysanki śpiewała z ranną rosą
I chciała ci niebo
na ziemię sprowadzić.
Miesiączkiem się zachwycałeś
I sianem, co pięknie
pachniało…
Sny spełniły się
I poszedłeś dalej w świat
z maturą i sercem jak motorek
wystukującym cudne strofy.
I nadeszła ta zła godzina…
I trzeba było wracać
do Lublina
Chciałeś tylko do fryzjera
A może i fotografa. Wybiegłeś!
I bomby spadły!
Huk i zgliszcza.
Już sen Cię ogarnął, sen mocny
Może ulicą Złotą wespół z cieniem
kompanów tworzysz niebiańskie
wersy o naszym mieście…
zdj. własne


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz