Powered By Blogger

Zamiast wstępu

"Każdego dnia trzeba posłuchać choćby krótkiej piosenki, przeczytać dobry wiersz, obejrzeć piękny obraz, a także, jeśli to możliwe powiedzieć parę rozsądnych słów." /J.W. Goethe/

Rozważania, wspomnienia, próby literackie
pozbierane z szuflad, dzienniczków, blogów moich....
To, co mnie boli, cieszy, zastanawia, zadziwia, inspiruje. Słowa i dzieła innych, które przyciągnęły moją uwagę.
Ludzie, miejsca, zdarzenia, które
chcę utrwalić, bo na to zasługują


wtorek, 17 marca 2026

Złudzenie



Tak mi się zdawało 
Że pójdę tam i ktoś mnie
przyjmie z radością 
nawet stół zastawi
no czym chata bogata... 
Droga niby ta sama
Pole, rzeka i las. 
Tak mi się zdawało.

A to już inna droga, inny las
Nie ma tam mnie, nie ma nas
Inny świat, inni ludzie 
Pora się obudzić 
I żyć, żyć - bez złudzeń.

 

Zdj. własne 

wtorek, 17 lutego 2026

Jak można

Jak można? 

Jak można nie kochać wróbelków?
Wespół ze świergotem mazurków 
ich preludium to zapewnienie, 
że w przyrodzie nic nie ginie. 
Wbrew opiniom niechętnych
oportunistów i pseudo estetów. 
Bo im niby ptaszyny brudzą, 
bo za wcześnie budzą. 
Bo szare, bo nijakie, zwyczajne. 

Od zimy do lata ta ekipa
skrzydlata  wypełnia krzewy 
trzepotem, ćwierkaniem
Niech nie zginie, nie przepadnie
na przekór żwirkowym estetom
Przybywaj i bądź u mnie
Kapelo skrzydlata.
K. Woś. luty  2026
@zdj. Pinterest

poniedziałek, 16 lutego 2026

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Persona non grata


Od zimy do lata
od rana do nocy
Jestem w czterech ścianach. 
Jak stara szmaciana lalka, 
jak fragment ukladanki, 
co nie pasuje do reszty. 

Persona non grata
jak zbędny mebel, 
jak niepotrzebny grat. 
Nie pasuję do kompletu
Choć chęci są i choć serce
wyrywa się i chciałoby
gdzieś iść , gnać... 
Nie trzeba, nikt nie woła! 
Persona non grata
obijać się musi 
od grata do grata... 

grafika- Pinterest

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Podpis

Zachwycił mnie ten obraz mało znanego malarza, Edmunda Leightona, żył  na przełomie XIX i XX wieku. Brytyjski artysta tworzył  dzieła o tzw. tematyce historycznej. Oryginalny tytuł obrazu- Wedding Register
Z moich szuflad. Ślubny podpis
Moja suknia jest z lekkiej koronki i jedwabiu, na głowie mam wpięty welon ozdobiony kwiatami. Cała jestem w kwiatach. Mateczka zadbała o mój strój. Miał być skromny, acz wykwintny, miał przyciągać uwagę, ale nie czynić mnie powabną. Wszak to ślub. Ceremonia była opracowana w najdrobniejszych szczegółach. Mój narzeczony od ponad roku czynił starania, by ojciec wyraził zgodę, a przy tem interesował się bardzo naszym pałacem, odwiedzał nas również w zimie w miejskiej rezydencji. Ja najstarsza z rodzeństwa, mój ojciec ma tytuł barona, ale doigrał się i zrobił trochę długów po nieudanym przymierzu w Nowej Ziemi… Ja nie wiem dokładnie, o cóż tam poszło. Ktoś czegoś nie dostarczył, niby miało coś zaginąć podczas rejsu najętego statku. Mateczka niemal ze łzami w oczach błagała mnie,  bym przyjęła oświadczyny tego obcego mi człowieka. Jest starszy ode mnie o ponad dziesięć lat. Mateczka mówi, że to i tak niedużo, że trafiła mi się dobra partia. Siostry trochę się ze mnie podśmiewywały , szczególnie Emily. On jest dużo niższy ode mnie , sięga mi do ramienia, nie potrafi tańczyć, gawędzić wesoło. Jest wciąż nadąsany. Czasem tylko się uśmiecha. Emily mówi, że brak mu kilku zębów. Ja zaś muszę być posłuszna rodzicom. Matka mawiała mi wciąż, jak poczuję się cudownie na swoich włościach, jak dobrze będę zarządzać służbą w swojej rezydencji.  A ja nie chcę tego zamczyska z maleńkimi oknami, tego zimnego lochu, pełnego pustych komnat. 
Będziesz go po swojemu urządzać, pocieszała mnie matka widząc moje strapienie. I jeszcze ten Albert. Zawsze nas odwiedzał, znaliśmy się od lat, nasze rodziny spotykały się często z powodu bliskiego sąsiedztwa. Ale Albert był dla mojego ojca za biedny… 
Już prawie wyznaliśmy sobie miłość, często spotykaliśmy się w zachodniej części naszego ogrodu. Podczas wizyt, na balach wciąż razem tańczyliśmy , byliśmy obok siebie, wciąż tak roześmiani. W wesołym towarzystwie z siostrami odbywały się wieczorki ze śpiewem, ja uwielbiałam jego miękki tenor. Przeszywał mnie dreszcz , bo czułam, że on słowa pieśni kierował wprost do mnie. Wszyscy klaskali zachwyceni. Albert zostawiał mi w umówionym miejscu jakiś liścik, mały bukiecik . I ten pierwszy pocałunek… Byliśmy przekonani, że nasze rody połączą się, a my połączymy się już na zawsze. 
Decyzja ojca była nieodwołalna. Po moich zaręczynach z tym nadętym bufonem, z Albertem widywaliśmy się jedynie w kościele lub podczas spotkań w towarzystwie. Patrzyłam , jak on unika mego wzroku. A ja niemal krzyczałam całą sobą, by zabrał mnie i byśmy uciekli gdzieś daleko. Nic takiego nie zrobił. Złożył pożegnalny ukłon. Ojciec odprowadził go wraz z moim bratem. Płakałam całą noc. A potem tylko te przygotowania. Szykowanie garderoby, sprowadzanie tkanin, ubieranie druhen. W zasadzie nic mnie nie interesowało. Robiłam wszystko , by okazać szacunek rodzicom. Czasem zastanawiałam się, czemu nie zapytali mnie o nic. Czułam się jak ten worek ze zbożem, który kupcy zabierali z naszego spichrza, a ojciec nadzorował pilnie wraz z ekonomem, by nic stracić… 
Tatko może być pewien, że stracił mnie na zawsze. Składam już  podpis , moja ręka lekko drży, czuję woń kwiatów, chyba zaraz zemdleję, z tyłu stoi matka, która czuwa nad wszystkim, zaraz stąd wyjdę.! Mój mąż  podchodzi, ma ufryzowane włosy, peruka robi go wyższym. Ma buty też na podwyższeniu, podaje mi rękę i wychodzimy już jako małżeństwo. Widzę w tłumie gości jego twarz. Albert! Albert! , krzyczę bezgłośnie i uśmiecham się , bo tak przystoi córce barona.
 Katarzyna Woś, styczeń 2025. obraz- domena publiczna

środa, 17 grudnia 2025

Wbrew sobie



A ja znów tak wbrew sobie
zachwycam się niebem
bo wreszcie niebieskie...

Słońce się zniża i otula
swoim ostatnim liznięciem
aż sosny spurpurowialy
A gołe gałęzie klonu
z wrażenia zadrżały. 

To nic, że śniegu nie ma
A tu grudzień i święta
Tak święta, a ja zajęta
gapieniem się w niebo
Urzeczona niestosownie.

A tu porządki, porządki
Tak, muszę poskładać myśli 
Wyważyć mąkę i słowa.

fot. własna

czwartek, 27 listopada 2025

(Bez) interesowna


Są ludzie, którzy zawsze cię obdarzą uśmiechem, nawet przez łzy. 
Jeśli nawet złość i gniew gdzieś się tli
Wybaczą, czasem złają , nikt się nie obrazi...

Są ludzie, którzy szukają wokół  siebie ofiary, 
wywołują kłótnie i  swary. 
Opluwają obcych sobie  
Ot tak, bo to przyjemność wbić szpilę
Ot, nawet na chwilę... jak się da, to i na dłużej. 
Szkoda mi takich, co żyją 
karmieni  jadem, innych chcą też podtruwać... 
Nie, nie z każdym to się może udać 
Na szczęście...

zdj. własne

niedziela, 12 października 2025

***

 

 

Świat rdzewieje

Zielona naiwność znika

I bujność traw też.

Ołowiane chmury

ciężko przytłaczają.

Chrzęści łupina orzecha

Nawet ognisk już nie ma...

Plomienieje za to kasztan

I buk wespół, i jesion

Parasol gustowny

szeleści nam nad głową.

A lato bez słowa odeszło.



zdj. własne